zasiadka 11-13.04.13 stary staw

 

Wiosna, tak długo oczekiwana w końcu nadeszła!!!

 

Chyba większość z nas karpiarzy nie mogło doczekać się tej chwili, kiedy w końcu pokrywa lodowa odpuści i zniknie na dobre w końcu kiedyś musiało to nastąpić! Łowiska specjalnie nie wybierałem, czekałem, kiedy odpuści pierwsze, fakt ten dokonał się najszybciej na starym stawie koło Środy Wlk, a więc telefon do brata, następnie na łowisko i jedziemy. Niestety plany pokrzyżowała mi praca, więc wyjazd zostałem zmuszony przełożyć na dzień później no cóż sprawy ważne i ważniejsze, brat nie odpuścił i postanowił rozpocząć  sam, „usiadł” w czwartek rano, mały rekonesans łowiska i wybór pada na stanowisko nr. 4, wąskie długie, zresztą jak połowa stanowisk na tym łowisku.  Głębokość wahała się od 1 do 4 metrów, dołki, górki, praktycznie przez całą długość na przeciwległy brzeg.   dwa ciekawe miejsca, jedno na przeciwległym brzegu, cypel wychodzący w głąb zbiornika, dno jest tam piaszczyste schodzące w miarę łagodnie z 1 metra przy trzcinach do 3m mniej więcej jakieś 8-10m od brzegu, drugie myślę, że jeszcze lepsze to stanowisko przy kołkach, jest ono z prawej strony patrząc na cypel. Wbite jest tam kilka kołków, przy których od strony brzegu leży kilka grubych gałęzi, dodatkowo leży tam potężny duży kamień, naprawdę spory głaz! Odległość na drugi brzeg jest około 120m, czyli spokojnie w zasięgu łódeczki zdalnie sterowanej. Na jednym stanowisku spokojnie mieści się dwóch wędkarzy łowiących na dwa „patyki”. Woda ma bardzo ciekawą barwę, jest czysta, dno jasne z lekkim namułkiem i tylko w tych głębszych częściach, na płytszej wodzie w słońcu widać  łachy piasku, miejscami występują rośliny.

No dobra może wystarczy tego opisu, łowisko wysondowane, „papu” przygotowane a więc nic innego nie zostało jak założyć kulasy i do wody. Z kulek postanowiliśmy łowić i na śmierdziele i na słodko, typując tym samym, co jest lepsze na zakończeniu wynik wyszedł 3:1 dla śmierdzieli. Woda zimna, więc doszliśmy do wniosku, że będziemy nęcić bardzo oszczędnie za pomocą siatki rozpuszczalnej, dosłownie kilka pokruszonych kulek oraz mała garść peletu 3-6mm w postaci kiełbaski  i to wszystko. Kulki na haczyku a więc czas zacząć…Zestawy lądują na dwóch wyżej wymienionych miejscówkach oraz na jakieś 30m od brzegu na głębokości 4m. Generalnie od 20 do 80 metra to głębokość 3-4m. Po dwóch godzinach od wyrzutu jest pierwsze branie w tym roku, nie pik, pik tylko kompletny odjazd, przypominam, iż kilka dni temu zszedł dopiero lód, więc branie w stylu „palenie szpuli” raczej odpowiada porze letniej a nie wczesno wiosennej zasiadce. Szybki doskok do wędki, zacięcie i jest, siedzi. Ryby z tego łowiska jak na tą porę roku oraz stosunkowo niską temperaturę wodę (w czwartek 6, natomiast w sobotę już 8 stopni) dość waleczne, większe sztuki krótkie a krępe. Ryba ląduje w podbieraku, jest pierwszy misiek Przema w tym sezonie, dodatkowo to pierwsza ryba na tym łowisku w 2013roku i to w dodatku, jaka?  Waga wskazuje 12 500g, nikt chyba nie mógł sobie wymarzył lepszego otwarcia sezonu. Kilka fotek, no i oczywiście gratulacje, ryba szybko wraca do wody.

Branie nastąpiło o dziwo nie z wytypowanych wcześniej, płytszych nagrzanych odsłoniętych od wiatru miejscówek, ale z głębokiej wody z 4m. Jak widać stereotypy należy czasami „łamać”.

Kulka, kiełbaska i zestaw praktycznie wraca w te same miejsce. Po dwóch godzinach następuję kolejny odjazd, kto by przypuszczał, że ryby będą tak współpracować. Zacięcie, siedzi, opór jeszcze większy niż przy pierwszym, niestety w połowie wody ryba spina się, hol sprawiał wrażenie że misiek jest większy niż ten z przed dwóch godzin. Niestety tak bywa, karp mimo ostrych nowo świeżo zawiązanych przyponów nie zawsze dobrze się zapina, tak było i będzie. No cóż po 4 godzinach są dwa brania w tym jeden na macie i to powyżej 10kg, nie ma, co na narzekać, byle tak dalej. Do wieczora cisza, padają pytania jak będzie nocą, przecież zawsze jest to dużo lepszy okres do brań niż dzień z tym się chyba każdy zgodzi, więc nadzieję są spore, bo przecież, jeżeli biorą w dzień to, dlaczego nie mają brać w nocy, pytań jak zwykle po takich emocjach nie brakuję. Czas płynie, robi się ciemno, jest stosunkowo ciepło jak na tą porę roku, więc można trochę posiedzieć, tym bardziej, że każdy jest spragniony tej adrenaliny, więc spać nikomu nie śpieszno. Jest prawie 22.30, następuję 3 odjazd, ryba jak poprzednie nie szybko się poddaje, ale w końcu trafia na matę, tara wagi i jest następna ryba powyżej 10kg, misiek waży dokładnie 10 200g, po prostu rewelacja.

Do rana było jeszcze jedno branie, lekkie popuszczenie i cisza, prawdopodobnie karp się nie zapiął albo być może kulka zasmakowała jakieś białej rybie, tego się już nie dowiemy.

Na łowisku jest jeszcze dwóch kolegów po kiju Marcin i Tomek, okupują stanowisko nr. 6, zresztą chyba jedno z najciekawszych stanowisk. W ciągu dnia do 3 brań u Przema nie mają pika, natomiast sytuacja odmienia się diametralnie w nocy, Marcin łowi 5200g, 7200g i 14100g i co ciekawe wszystkie z płytkiej wody (1,5-2m). Ryby nie dały mu pospać tej nocy. Ryba gryzie i to jest najważniejsze!

Od piątku pogoda ulega zmianie, mocniej wieje, zaczyna padać, skacze ciśnienie, pogoda ewidentnie zaczyna się zmieniać. Ryba przestaje brać, całe przedpołudnie i popołudnie cisza, dopiero około 16 hanger zaczyna powoli opadać, zacięcie i siedzi, jest kolejny, tym razem najmniejszy, po zważeniu okazuje się, że ma 5kg, ale o tej porze roku każda ryba cieszy.

Do soboty wieczora brań już nie mieliśmy, natomiast Marcin ze stanowiska 6 doławia w nocy jeszcze jednego sporego misia, który waży 13kg. W sobotę dojeżdżają na stanowisko 3 koledzy z Dębiny, Jasiu i Jarek, natomiast na stanowisko 1 i 2 dojeżdża trójka innych wędkarzy, którzy po południu z płytszej wody ze stanowiska nr.1 wyciągają 2 karpie w okolicach 10kg. Można powiedzieć, że łowisko okazało się naprawdę łowne, ryba bierze w dzień i w nocy, na wodzie głębokiej jak i na płytkiej, bierze na śmierdziele jak i na owoce, praktycznie wszystkie ryby złowione były na kulkę o innym smaku, mnie wniosek nasuwa się tylko jeden, duże a nawet bardzo duże, znaczenie ma wytypowanie odpowiedniego miejsca! Jak się okazało, ryby brały, na różne smaki, praktycznie na wszystkich stanowiskach ale nie we wszystkich miejscach. Ryba po prostu nie wszędzie stała, kto namierzył to miejsce, ten łowił. Jedna najważniejsza rada dla wszystkich tych, którzy pojadą tam pierwszy raz „ dobrze wytypuj miejsce położenia zestawu”!

  

Rafał Nowak