Jesień - czas dużej ryby

 

JESIEN CZAS DUZEJ RYBY.

 

   Nadeszła jesień, czas wybrać się na dużą rybę, padło na łowisko Nowaki koło Nysy. Ustawiamy się na trzydniową zasiadkę z bratem na zaproszenie naszych kolegówWrocławia Andrzeja i Jarka. Tak się dla mnie złożyło, że po sezonie pełnym pracy byłem tak wygłodniały, że nie wytrzymałem i wyruszyłem dwie doby wcześniej. Bez konkretnej rezerwacji dotarłem nad wodę i po krótkiej rozmowie z tamtejszymi karpiarzami zająłem stanowisko nr13. Muszę przyznać, że dawno nie widziałem tylu spławów na wodzie, to było to czego trzeba na rozpoczęcie zasiadki. Spławy na całej wodzie w szerokości 50 m w poprzek zbiornika.Taka woda cieszy oko. Nic tylko czekać na branie. Niestety pierwsza doba rozczarowała, pogoda piękna jak na ta porę roku, ale ciśnienie niepokojąco wzrasta i to dość znacząco. Myśli w głowie się kłębią, czy na pewno wszystko jest tak jak być powinno, czy nic nie popsułem, czy nie za dużo kulek w łowisku?.

Nic się nie dzieje, ale o tej porze roku trzeba być cierpliwym. Utwierdziłem się w tym przekonaniu kiedy sąsiedzi łapią nad ranem piękną rybę 21 kg. To było to u mnie nic ale ryba się kręci na głębokiej wodzie 4.5 m nad zestawami to dosyć głęboko zważywszy na fakt, że w najgłębszym miejscu Nowaki mają prawie 6 m i wypłycają się do 1 m. Po obudzeniu dowiaduje się, że sąsiedzi ponownie łapią pięknego golca 20.5kg, szok, jedna doba łapania i dwie dwudziestki na macie, czego pragnąć więcej. Cierpliwie czekam i dostaję pierwsze branie o 15.30. Odjazd na maksa i 11.6kg cieszy moje oczy

Pierwsza ryba zawsze cieszy najbardziej, ciągle wymieniamy się smsami z bratem i cieszymy się wspólnie, że ryba interesuje się zestawami. Do wieczora błoga cisza, ciemno już o 18.30, ale ta porę lubię najbardziej. Godzina 23 piękne branie i po krótkim holu brat poprzednika 11.8kg, kotwiczy przed obiektywem

Druga ryba, więc wszystko robię dobrze nie narzekam. Ryba cieszy tym bardziej, że wbrew opiniom tamtejszych karpiarzy górują śmierdziele. Lubię łamać stereotypy i przy trzech zestawach zawsze ląduje owoc, tak, tak! Karp posmakował na owocową kulkę. Kładę się spać i przez resztę nocy cisza na kijach. Do południa dociera reszta ekipy, brat i koledzy pełni zapału i głodni sukcesów. Cieszę się tym bardziej, bo chociaż przyzwyczajony jestem do samotnego karpiowania zawsze fajnie pogadać nad woda, wymienić doświadczenia, wkrada się element rywalizacji tak bardzo potrzebny do ciągłego myślenia...Stanowiska które mamy zarezerwowane to drugi brzeg na przeciwko, dzięki uprzejmości moich kolegów po kiju mam możliwość pozostawienia markera w swoim łowisku. Dzięki koledzy za wyrozumiałość. Przepływam pontonem na drugą stronę i rozpoczynamy na nowo obozowisko. Przyczepa, namioty, kije zajmują trochę czasu ale po dwóch godzinach zestawy na nowo lądują w wodzie, 12 zestawów w wodzie, no nie ma siły, tu musi coś paść! Siadamy do piwka i kolejna godzina mija na dyskusjach, nagle u mnie pik, pik, pik, bez odjazdu, zacinam i czuje jak ryba kopie! To jest wspaniałe uczucie. Czuję, że nie jest mała ale bez przesady, ucieka w prawo i pompując paraboliczny kij wspaniale odbiera każde kopnięcie karpia. Mija 10 min i widzimy rybę niedaleko, kompani lustrują i potwierdzają, jest duża. Kompletnie tego nie odczuwałem, dopiero kiedy w tych emocjach zobaczyłem jej grzbiet w podbieraku zrozumiałem, że mam życiówkę. Waga wskazuje 21.8kg!!! Jestem przeszczęśliwy, na taką rybę czasem czeka się kilka lat.

Sesja zdjęciowa i oczywiście według zwyczaju kubeł zimnej wody na głowę (pomysł Rafała oczywiście), ale w takiej chwili karpiarz myśli tylko o swojej zdobyczy.

Piekne fotki i ryba ląduje w swoim środowisku. Nie dosyć, że dwudziestka to satysfakcja tym bardziej podwójna, bo kolejny raz owoc na włosie. Sam w to nie wierzę, ale to prawda! Ciągle podniecony sukcesem trochę peletu do woreczka i zestaw ląduje na dnie. Jak się póżniej okazało temperatura wody na 5 m to 14 stopni, to niesamowite jaki prezent tej jesieni sprawiła nam aura. Siadamy w przyczepie dyskutując o tym co się stało, toast za rybkę a tu kolejne pik, pik na tej samej wędce, ryba wybiera trochę plecionki i po krótkim holu ląduje w podbieraku. Kolejna, pięknie, ciemno ubarwiona ryba, cztery godziny na nowym łowisku i 17,8kg ląduje na macie.

Satysfakcji nie ma końca, kolejny raz owoc się sprawdza! Ciśnienie rośnie w górę,w ciągu 4 dni wzrasta o 15 hPa a ryba żeruje. Okazuje się, że naprawdę warto łamać swoje przyzwyczajenia i czasem postawić na coś z innej bajki.Tyle emocji w tak krótkim czasie, to jest to dlaczego tak szalejemy i głupiejemy na punkcie swojego hobby. Mając takie karpie postanawiam odblokować swoja niechęć do zig riga i na jeden zestaw montuję pływak w różnych partiach wody. Spławy nadal , więc ryba również musi żerować w toni.4.5m głębokości to spory obszar do aktywnego wędkowania i chociaż przez dwie doby na różnych głębokościach i z różnymi przynętami nic się nie działo, to przekonany jestem, że prędzej czy póżniej ta metoda przyniesie pożądany efekt. Ciśnienie osiąga apogeum by przez kolejne trzy dni spaść w dół o 10 hPa. Kolejna doba to karp 9kg na zestawie u Andrzeja, długo wyczekiwana ryba,fotki i karp wraca do wody.

W piątej dobie mojego łapania o 17.30 piękny odjazd, szpula się gotuje i 12.8kg mamy na macie.

Wspólna zasiadka dobiega ostatniego wieczoru, ryba głównie gryzła w ciągu dnia, nie jak się wcześniej spodziewaliśmy nocnych odjazdów, tak też bywa. Robimy przegląd zasiadki i po uzgodnieniu warunków w domu i pracy decyduję się o przedłużenie wypadu o kolejne dwie doby. Poznajemy nowych kolegów, którzy łapią pod tamą Roberta i Jarka, mają czym się pochwalić, łapią kilka ładnych ryb w tym również 21.8 kg. To niesamowite, bo w ciągu pięciu dni padło pięć dwudziestek!!! Po drugiej stronie koczuje czeska ekipa i oni też mają kabana na macie. Noc mija nam na błogim śnie a przed wyjazdem chłopaków Andrzej doławia trzynastkę

Tak kończy się wspólne biesiadowanie i przenoszę się na kolejne stanowisko.

Rzadko tak robię ale przy tygodniowej zasiadce warto przetestować kilka stanowisk. Spodziewałem się brań spod tamy, ale ryby wychodziły ze środka wody. Na tym łowisku było sporo mułu, wydłużyłem przypon i osamotniony całym brzegiem wyczekiwałem odjazdu. Po południu o 17 wyjeżdża karp 7kg, pierwsze branie z nowego miejsca więc jest dobrze.

Trochę deszczu, trochę słońca w nocy silny wiatr na tamę to dobry znak. Kolejny dzień nie jest dla mnie szczęśliwy, hangery ani drgną więc pakuje nowa baterię do centralki i ruszam na drugi brzeg porobić trochę fotek, mam nadzieję, że trochę pozwoli Wam  poznać wodę.

 

Niestety po powrocie okazuje się, że miałem branie, centralka przez przypadek wyłączyła się w kieszeni, mój błąd, karp pozbył się haczyka, tak też czasem bywa. Zbliża się wieczór, idę na stronę uzbrojony w centralkę i muszę przyznać, że w najmniej oczekiwanym momencie(hi,hi) branie na kolejną wędkę, to dopiero numer mysle sobie. Niestety po dobiegnięciu do wędki (120m) było po temacie. Kładę się spać o 22 a po godzinie budzi mnie sygnał centralki, piękny półlampas z wagą 15kg kończy moją przygodę z piękną wodą

   Nowaki to trudna woda, sam dwa lata temu zapłaciłem frycowe kiedy to przez cztery dni nie miałem nawet pika ale z pewnością warta odwiedzenia.

Dziękuję moim towarzyszom za zaproszenie i integrację, teksty typu "nie jest taka duża" czy "Byku z plastiku" na długo pozostanąmojej pamięci. Przeżyłem piękny tydzień nad zbiornikiem Nowaki i jestem przekonany, że w niedalekiej przyszłości spotkamy się tam ponownie w szerszym gronie zapraszając do wspólnej rywalizacji.
 

Przemek Nowak